Próba ognia (Gazeta Wyborcza 25.09.05)
Cała zima bez ognia (Gazeta Wyborcza 22.09.05)
Cała zima bez ognia (Film 9/2005)
Bajka o ludziach (Gazeta Wyborcza 09.09.2004)
Cała zima bez ognia (Kino 8/2005)
Dwa style życia (Rzeczpospolita 4-5.09.2004)
Azyl w głowie (Gazeta Wyborcza 01.07.05)

Próba ognia (Gazeta Wyborcza 25.09.05)

Już w kinach "Cała zima bez ognia" Grega Zglińskiego - polsko-szwajcarski debiut ucznia Kieślowskiego z piękną rolą Gabrieli Muskały. Film, który kandyduje do Oscara.

Młody mężczyzna Jean, właściciel fermy w szwajcarskiej Jurze, przeżył tragedię. Wraz z żoną utracili jedyne dziecko - pięcioletnia dziewczynka zginęła w pożarze.

Jean traci kontakt z żoną pogrążoną w depresji. Jest zima i wydaje się, że całe życie zamarło, utraciło sens. Jean waha się, czy sprzedać fermę. Podejmuje pracę w mieście, w hucie. Żona przechodzi terapię w szpitalu. A on stale powraca na miejsce nieszczęścia. Sterczące na śniegu czarne zgliszcza spalonej obory, w której zginęła córeczka, mają dziwną siłę przyciągającą. Przysłaniają świat. Spotkany na ulicy dawny kolega, który wie o tragedii, wygłasza konwencjonalne kondolencje. Na pytanie "ca va?" - jak leci? - Jean odpowiada machinalnie "ca va".

Najgorsze w tej jego żałobie jest to, że nie ma się przed kim wypłakać. W grę wchodzi nieodłączna od śmierci dręcząca kwestia winy. Kto był winny, że dziecko zginęło? Siostra żony usiłuje zrzucić winę na męża. Niby opiekuje się siostrą w depresji, ale jest to opieka czysto egoistyczna, mająca oddalić ją od Jeana i uzależnić od niej. Tak już bywa, że ludzie potrzebują ogrzać się przy cudzym nieszczęściu i cudzej słabości, po to, żeby zapomnieć o własnej samotności i swoim nieudanym życiu.

Jean poznaje kobietę - Albankę o dziwnym imieniu Labinota, która wydaje posiłki w fabrycznej kantynie. Ta uciekinierka z Kosowa (przykuwająca, absolutnie wiarygodna od pierwszego spojrzenia polska aktorka Gabriela Muskała) straciła w wojnie bliskich. Widziała, jak ich zabijają. I właśnie przed nią, tą obcą, Jean może zrzucić swój ciężar. Ze swoim nieszczęściem, na które nie ma miejsca w higienicznym społeczeństwie, on także stał się kimś w rodzaju emigranta.

Zawiązuje się fabuła, której nie da się streścić jak kolejnego odcinka telenoweli. W oczach kogoś postronnego znajomość Jeana z Labinotą wygląda tak, jakby osamotniony mężczyzna "pocieszał się" nową kobietą. Owszem, w grę wchodzi pocieszenie, ale nie takie, które zagłusza ból, każąc chwilowo o nim zapomnieć. Między trójką osób dotkniętych cierpieniem zachodzi jakaś szczególna wymiana. Z sumy cierpień może wyniknąć jakieś dobro. Być może, paradoksalnie, właśnie obecność Labinoty pozwoli mężowi i żonie powrócić do siebie? Reżyser nie dopowiada zakończenia.

Ból ma w sobie coś egoistycznego. Może pojawienie się Labinoty pozwoli tym dwojgu wyjść poza własne cierpiące "ja"? Śmierć dziecka jest najcięższą próbą, przez jaką może przejść małżeństwo, doprowadzającą często do rozstania. Rewelacyjność "Całej zimy bez ognia" polega nie tyle na ukazaniu kolejnych faz bólu, buntu, żałoby, aż do jej wygaśnięcia - pod tym względem film Zglińskiego nie może konkurować z "Pokojem syna" Morettiego. Debiutujący polsko-szwajcarski reżyser dotyka innej sfery. Ukazując nieśmiałe, bezradne próby przekroczenia obcości między małżonkami, dotyka gdzieś istoty związku między mężczyzną a kobietą - małżeńskiego, opiekuńczego, nieegoistycznego aspektu miłości. Kto w kinie potrafił tak opowiadać o ludzkich relacjach? Musi paść nazwisko Kieślowskiego. Grzegorz Zgliński był jego uczniem, jednym z trojga ostatnich studentów.

Wpływ twórcy "Przypadku" i "Trzech kolorów" jest we współczesnym kinie aż nazbyt widoczny, jednak często przybiera formy kiczowate, jak w "Raju", czy "21 gramach". Naiwna "metafizyka" tych filmów albo prowadzi do wniosku, że naszym życiem rządzi przypadek, albo przeciwnie, że układa się ono w jakiś tajemniczy, boski, z góry zaprogramowany wzór. Tymczasem specjalnością Kieślowskiego i prawdziwym osiągnięciem jego kinowej filozofii było co innego: ukazanie możliwości wyjścia poza swoje "ja". Największą tajemnicą, której dotykał Kieślowski, nie był abstrakcyjny los, ani zły bóg z greckiej tragedii - tajemnicza była dla niego więź między ludźmi, iluzoryczność bariery, jaką stwarza "ja". To, że inny staje się mną, a ja staję się innym. O tym samym mówi Zgliński w swoim świetnym debiucie, tak bardzo dojrzałym i tak różnym od kina, jakie powstaje dziś w Polsce i w Szwajcarii.

Myślę, że jego mistrz byłby zadowolony z tego filmu, opowiedzianego w całości za pomocą obrazu i wymownych ludzkich spojrzeń, bez natrętnych zdań podsuwających morał. Jądrem tego filmu, jak u Kieślowskiego, jest idea, niewyrażona wprost. Symboliczne znaki, które podsuwa nam reżyser, mówią co innego, niż się pierwotnie wydaje. Proszę zauważyć, jak w trakcie filmu zmienia się przenikająca go symbolika ognia - początkowo kojarzy się on z pożarem, śmiercią i piekłem, aby stać się znakiem oczyszczenia i hartowania, zapowiedzią życia. Krzyżyk na ścianie dziecinnego pokoju, nad którym Jean przez moment zawahał się i nie zdjął go, sprzątając zabawki po zmarłej córeczce, jest nie tylko symbolem męczeństwa i cierpienia, przez które trzeba przejść, ale znakiem przezwyciężenia tragedii.

Tadeusz Sobolewski

Cała zima bez ognia (Gazeta Wyborcza 22.09.05)

Znakomity, polsko-szwajcarski film mówi o sprawach trudnych, ale wymowę ma optymistyczną: uczy niełatwej akceptacji życia

Mieszkający niemal na końcu świata, pośród zimnego krajobrazu Jean (Recoing) i Laure (Matheron) od początku sprawiają wrażenie ludzi "zamrożonych". Coś stało się w przeszłości, ale przez długi czas poznajemy jedynie ślady tragedii: w domu jest zimno, obok zgliszcza jak po pożarze, w kolorowym pokoju nie słychać dziecięcego głosu.

"Cała zima bez ognia" (pokazywana w konkursie festiwalu w Wenecji i wyróżniona tam m.in. za debiut) opowiadana jest ze ściśniętym gardłem, ale też z imponującą, artystyczną świadomością. Greg Zgliński unika psychoanalizy, a zamiast mówić wprost o uczuciach woli pokazywać kilkakrotnie jeżdżący tą samą trasą samochód. Dzięki temu jednak młody, polsko-szwajcarski reżyser, który prowadzi swoją historię precyzyjnie, "zewnętrznie", surowo jakby mimochodem opowiada również i o tym, że nie można dotknąć istoty bólu. Że są tragedie, których nie można zrozumieć.

Tą tragedią dla dwojga głównych bohaterów jest śmierć pięcioletniej córeczki, która zginęła w pożarze. Osieroceni rodzice zachowują się różnie. Laure odcina się od męża, zamyka w sobie i wyłącza ze świata do granic obłędu - trafia wreszcie do szpitala psychiatrycznego. Jean żyje z tym samym piętnem, ale się z nim nie obnosi, więc jego strata bywa marginalizowana ("ja też straciłem dziecko!" - wykrzyczy do żony).

W fabryce, gdzie zaczyna pracować, czuje się inny (przez całe życie był rolnikiem). Ale "inni" są też pracujący tam Kosowianie, którzy chronią się przed szaleństwem historii. Wśród nich Labinota (znakomita, rysowana delikatnymi środkami rola Gabrieli Muskały), która straciła całą rodzinę i stała się ofiarą zbiorowego gwałtu oraz jej brat, który bezsilnie musiał na to patrzeć. To rodzeństwo łączy porozumienie bez słów: on bywa agresywny i buduje wokół siostry niemal chorobliwy kokon bezpieczeństwa, ona jest dla niego zaskakująco wyrozumiała.

Labinota zaprzyjaźnia się z Jeanem. Młodą dziewczynę i męża odtrąconego przez żonę łączy jednak nie przeżycie tragedii, tylko podobny stosunek do życia. Są traumy, które powracają nieustannie (Jean w fabryce panicznie boi się ognia, Labinota z kolei boi się każdego, męskiego dotyku). Traumy, z których nie można się otrząsnąć. Ale trzeba żyć dalej. Labinota mówi więc: "Mój brat był inżynierem, teraz jest robotnikiem - takie jest życie" jak o czymś naturalnym. A jej przyjaciele Kosowianie na przekór przeszłości i teraźniejszości organizują wspólnego Sylwestra, piją, bawią się i tańczą. Jakby chcieli oszukać los.

Wbrew pozorom "Cała zima bez ognia" nie koncentruje się jednak na tragediach, ale mówi o czymś głębszym: o życiu, które zawsze jest po części porażką. Widać to w postaci dyrektora fabryki (kiedyś przegrał z Jeanem rywalizację o kobietę), ale przede wszystkim w dramacie siostry Laure. To kobieta przesiąknięta żalem, że musiała kiedyś wyjść za mąż z poczuciem kompromisu i rozwieść się - teraz staje się wobec Laure zaborcza i egoistyczna, jakby nie chciała dopuścić do jej szczęścia.

O szczęściu trudno też mówić w relacji Jeana i Labinoty. Co ich łączy? Na pewno nie romans. Ich dyskretnie rysowany w filmie związek to przejmujące spotkanie kobiety i mężczyzny, którzy niczego od siebie nie oczekują. Dla obojga wartością okazuje się bezinteresowna bliskość i możliwość bycia potrzebnym. Jest w nich - jak w całym tym filmie, który ma w sobie zaskakujący optymizm - przeszywająca zgoda na to, że ta bliskość dana jest na chwilę. I że happy endu nie będzie.

Paweł T. Felis

Cała zima bez ognia (Film 9/2005)
[...] Ojciec wierzy, że wyjście ze świata znaczonego trwałą nieobecnością dziecka i świata pogrążającej się w szaleństwie żony jest możliwe. Dlatego zatrudnia się w hucie. W „nowym, wspaniałym świecie" spotyka siebie: zmęczonego życiem, rozpamiętującego winy minione i przyszłe, ale także odbijającego własny dramat w oczach innych.
Może najmocniej w smutnych oczach pracującej w kantynie uciekinierki z Kosowa, Labinoty. Dziewczyna jest równie jak on bezradna. Jej mąż prawdopodobnie zginął, od dawna nie ma z nim żadnego kontaktu. Gabriela Muskała daje w tej roli sugestywny portret. Jej zdumiony uśmiech jest zwierciadłem rozpaczy. Jean, chociaż bardzo się stara, nie wierzy w nic i nikogo, Labinota nie wierzy przede wszystkim w siebie. Reżyser niczego nie dopowiada, finał jest otwarty, ale przecież chce się wierzyć, że z tej niewiary zrodzi się wiara wspólna. Wszystkie te skomplikowane psychologiczne współzależności udało się Zglińskiemu znakomicie wygrać.
[...] Zgliński - jeden z ostatnich uczniów Kieślowskiego, zapatrzony w jego późną twórczość okazał się uczniem zbyt pilnym. Ale także wyjątkowo uzdolnionym.

Łukasz Maciejewski

Cała zima bez ognia (Kino 8/2005)
Wyrazistość szczegółu u Zglińskiego próbuje przeczyć łatwej do rozszyfrowania symbolice. W jego filmie śnieg, ogień, mleko są po prostu tym, czym są. Skupiony na fotografowaniu rzeczywistości: surowym zimowym pejzażu, na dokumentalnej niemal rejestracji pracy bohatera na farmie czy w fabryce, Zgliński niemal bez słów odmalowuje cały pogruchotany krajobraz duszy swoich postaci.
[...] Film Zglińskiego jest na swój sposób autotematyczny - opowiada o trudności mówienia o bólu, o naszej bezradności wobec cudzego cierpienia, którego nigdy tak do końca nie jesteśmy w stanie udźwignąć i pojąć. O wiele łatwiej złożyć kondolencje niż napisać tren.
Udany jest w „Całej zimie" wątek mozolnego przełamywania tej bariery. Jean w kilka miesięcy po pożarze farmy podejmuje pracę w fabryce, gdzie poznaje młodą imigrantkę z Kosowa. Polska aktorka Gabriela Muskała z wyjątkową subtelnością odmalowuje złożony dramat swojej bohaterki. Uciekinierka z bałkańskiego piekła nosi w sobie pamięć tamtych straszliwych przeżyć, ale na przekór wszystkiemu wybiera życie: wbrew racjonalnym przestankom wierzy w powrót męża, solidaryzuje się z Jeanera w jego bólu, nie próbuje stopniować ani klasyfikować swoich i jego koszmarów. Więc nie wszystko stracone - mówi pocieszająco na wieść o tym, że podczas pożaru farmy spłonęła jedynie stajnia. Nie wie jeszcze, że w krytycznej chwili przebywała tam mała dziewczynka. Ale słowa albańskiej kobiety nabierają głębszego sensu w kontekście tego, co było kiedyś jej udziałem. Wierzymy, iż wzorem wielu uchodźców ona również wróci kiedyś na gruzy swojego domu i będzie próbowała stworzyć go na nowo. Świat, choć trudno w to uwierzyć, kiedy słyszymy, przez co przeszła, jeszcze się dla niej nie skończył. Ale być może swoją witalność zawdzięcza bałkańskiemu temperamentowi, który pozwala jej popijać rakiję i tańczyć w dalekim, obcym kraju.

Anita Piotrowska

Bajka o ludziach (Gazeta Wyborcza 09.09.2004)

Rozmowa z reżyserem filmu "Cała zima bez ognia"
Gregiem Zglinskim

[...]
- Najpierw idea, a potem wizja?
- Tak było przy filmie „Cała zima bez ognia". Ten debiut był dla mnie ciężką próbą. Zuchwałością było brać się do tak trudnego tematu. Ale teraz czuję się bardzo wzbogacony. [...]
- Bohater filmu, młody mężczyzna Jean, przeżył tragedię utraty dziecka. Usiłuje dać sobie z tym radę. Jego żona nie może wyjść z szoku, jest w szpitalu. Mężczyzna wyjeżdża do miasta, idzie pracować w fabryce I tam poznaje kobietę, imigrantkę z Kosowa (wspaniała rola Gabrieli Muskały). Ona także ma za sobą tragedię i szuka wyjścia...
- Strasznie się bałem, żeby nie popaść w melodramat, w uproszczenie, w granie na łatwych uczuciach. W tym filmie ważne jest to, co dzieje się poza słowami, poza akcją, wewnątrz tych ludzi. To nie jest historia, którą widz ma śledzić ze względu na jej rozstrzygnięcie, jak w telenoweli: czy Jean zostanie z żoną, czy z tamtą kobietą? Ja wiem, co Jean wybierze, ale nie chciałem tego pokazywać palcem. Zostawiam sytuację w zawieszeniu, daję widzowi wolność. Chciałem pokazać człowieka przypartego do muru, który pojmuje, że nie ma dobrego wyjścia. Taka sytuacja jest próbą dojrzałości.
- Huta, do której trafia Pański bohater, ma znaczenie symboliczne?
- Fabryka przypomina piekło. Ale paradoksalnie właśnie w tym piekle czy raczej czyśćcu mój bohater dozna spokoju, podczas gdy w cichej, sielskiej scenerii przeżywał wewnętrzne piekło po śmierci dziecka. W fabryce spotkał kogoś, kto pomógł mu wrócić do życia.
- To nie jest zwykły romans. On przecież kocha swoją żonę.
- Nie [jest]. Gabrysia Muskała, która gra kobietę z Kosowa, ładnie powiedziała, że tych dwoje nie dlatego siebie potrzebuje, żeby się przytulić do partnera i partnerki. Oboje znajdują dystans do własnego nieszczęścia. To jest ten próg dojrzałości, przez który przechodzą - odkrycie, że dążenie do własnego szczęścia nie jest już najważniejsze.
[...]

rozmawiał: Tadeusz Sobolewski, Wenecja

Dwa style życia (Rzeczpospolita 4-5.09.2004)

Rozmowa z reżyserem filmu "Cała zima bez ognia"
Gregiem Zglinskim

- Debiutować filmem pełnometrażowym na jednym z najbardziej prestiżowych festiwali filmowych w Europie, i to wśród takich reżyserów, jak Wenders czy Leigh, to chyba nadmiar szczęścia?
- To oczywiste, że jestem szczęśliwy - prace nad filmem zakończyliśmy dopiero półtora tygodnia temu, tak więc weneccy widzowie obejrzą go pierwsi. Film to dziwna kreacja... to ewolucja. Pomysły przychodzą, zmieniają się, aż do ostatniego dnia pracy. Ostateczny kształt jest wypadkową wielu podjętych po drodze decyzji. Czy były one dobre, zweryfikuje publiczność. Bardzo jestem ciekaw.
- „Całą zimę bez ognia", którą oceni międzynarodowe jury, bardzo chwalił nowy dyrektor festiwalu Marco Mueller. Mówił, że to film o europejskich sprzecznościach...
- W ten sposób jeszcze na niego nie spojrzałem. Ale cieszę się, że pojawiła się również taka interpretacja. To prawda, zderzają się lulaj dwa style życia, w górach i w mieście, zderzają się dwie kultury szwajcarska i kosowska. Mnie służyło to przede wszystkim jako odpowiednie miejsce i środowisko dla rozgrywającego się dramatu. [...]
- Film współtworzyli Polacy.
Naciskałem na to. Jedną z głównych ról zagrała Gabriela Muskała, za kamerą stanął Witold Płóciennik, muzykę napisali Jacek Grudzień i Mariusz Ziemba, montaż wykonała Urszula Lesiak, montażystka m.in. „Białego" Krzysztofa Kieślowskiego. Cala postprodukcja odbywała się w Warszawie i Łodzi, Nie ukrywam, że bardzo chciałbym, żeby film pokazano na dużym ekranie również w Polsce.

Rozmawiała: Monika Janusz

Azyl w głowie (Gazeta Wyborcza 01.07.05)

Trwa 35. Lubuskie Lato Filmowe w Łagowie. [...] Spośród pokazywanych dotąd filmów szczególnie wyróżniała się - dość nieoczekiwanie - polsko-szwajcarska produkcja „Cała zima bez ognia'". Wbrew pozorom nie jest to opowieść o tragedii rodziców, którzy tracą w pożarze pięcioletnią córeczkę. Reżyser Greg Zgliński, pół Polak, pół Szwajcar, idzie głębiej - pokazuje życie, które zawsze niesie za sobą wielkie lub małe traumy. [...]

Paweł T. Felis

Wszelkie prawa zastrzeżone © CAB Production 2004-2005